prof. Tadeusz Radzik w Gazecie Wyborczej napisał:
Co więcej, w obronie wymienionego stają w jednym szeregu znany historyk z UMCS oraz redaktor "Gazety Wyborczej". Dlaczego? Dlatego że przygotowywał powstanie styczniowe, za co skazany został na 15 lat katorgi. Żeby chociaż odsiedział, ale uciekł i do tego walczył na barykadach Paryża, gdzie zginął, a Francuzi uznali za stosowne pochować go na znanym cmentarzu Per-Lachaise. Czyli patriota, a do tego za "wolność naszą i waszą". A tylko mimochodem wspomina się, iż służył w wojsku rosyjskim, ukończył Akademię Sztabu Generalnego w Petersburgu. Wiemy przecież, kim byli ci, którzy kończyli akademie u naszego wschodniego sąsiada i jakie z nimi kłopoty. Andersen jako nowy patron im się nie podoba. Dzieciom się podoba, a im nie, to niech czytają bachorom do snu o Dąbrowskim.
Co prawda, można by znaleźć kompromis, przemianowując patrona szkoły z Jarosława Dąbrowskiego na Henryka Dąbrowskiego, tego od legionów i z hymnu. Ale co to za rozwiązanie? To znaczy, że co? Imię Jarosław się nie podoba. Mnie się podoba. Wszystko mi się podoba. A poza tym hymn źle się śpiewa i z tym też trzeba coś zrobić.
Czytam oto (głupi nawyk jeszcze ze szkoły), że grupa lubelskich radnych chce skończyć z przeżytkami minionego okresu w nazewnictwie ulic. Na pierwszy ogień mają pójść ulice: Władysława Kunickiego, Stefana Okrzei i 1 Maja. Absolutnie słusznie. No bo kim ten Kunicki był właściwie? Socjalistą i to z przekonania. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych XIX w. w Petersburgu (Uwaga!!!) wstąpił do PPS. Pół roku spędził w więzieniu, a trzy lata na katordze. Polski niepodległej mu się zachciało i to w wydaniu socjalistycznym. I z kim on tam konspirował w tym PPS? Z Piłsudskim, Mościckim, Narutowiczem i im podobnymi. Gdy przybył do Lublina w ramach Towarzystwa "Światło", organizował kursy dla analfabetów. Czemu? Pewnie żeby literaturę socjalistyczną mogli czytać i w głowach sobie mącić. Został nauczycielem i dyrektorem szkoły handlowej dla dziewcząt. Przynajmniej dziewczęta zostawiłby w spokoju.
I wcale go nie usprawiedliwia to, że w czasie I wojny światowej działał w Komitecie Wykonawczym Lubelskich Organizacji Niepodległościowych, a nawet w Zarządzie Wydziału Narodowego Lubelskiego i ponownie trafił do carskiego więzienia. Od 1916 r. do 1939 r. sześciokrotnie wybierany do Rady Miejskiej, przewodniczył klubowi radnych PPS, występując tam głównie w sprawach oświaty. Po 1926 r. zwalczał władzę sanacji, a nawet zacietrzewiony w swych intrygach o mało nie został w 1928 r. prezydentem Lublina. Na szczęście wprowadzono w mieście rządy komisaryczne (wiemy, jak destrukcyjni potrafią być radni z lewicy). Po wybuchu wojny działał w PPS Wolność, Równość, Niepodległość (tej prolondyńskiej). Zmarł w 1941 r. A gdyby przeżył wojnę? Kto zagwarantuje, że nie znalazłby się w szeregach koncesjonowanej PPS, a potem PZPR? Za walkę z caratem odznaczony Krzyżem Niepodległości spoczywa na cmentarzu przy ul. Lipowej.
Kolejny na liście radnych jest Stefan Okrzeja, też PPS-owiec, uczestnik konspiracji i licznych akcji bojowych przeciw władzom carskim. Po jednym z zamachów (komisariat policji na Pradze) w 1905 r. stracony na stokach cytadeli warszawskiej. Czy człowiek, który występuje zbrojnie przeciw władzy, powiedzmy wprost - terrorysta, może być patronem ulicy?
A co z innymi socjalistami z zaboru rosyjskiego? Jadę od dworca kolejowego do centrum ul. Piłsudskiego pod pocztę na Krakowskim Przedmieściu, a tam naprzeciw pomnik Józefa Piłsudskiego, socjalisty z PPS. Co gorsza, twórcy Organizacji Bojowej PPS. To on stał za napadem na wagon pocztowy pod Bezdanami na Litwie w 1908 r., gdzie bojówka PPS zrabowała 200 tys. rubli. A teraz stoi na cokole i patrzy na pocztę spod oka. Co się jej tak przygląda? A tam wpłaty i wypłaty, jednym słowem - obrót gotówki. Czy nie lepiej przenieść go w bardziej bezpieczne miejsce?
Tym razem pojadę inną drogą. Dobrze, ale wypadło na ul. Mościckiego (sam przed laty w chwili słabości jako członek komisji Rady Miejskiej ds. nazewnictwa ulic zaproponowałem tę kandydaturę). Przecież to był czystej wody socjalista z PPS. Gorzej, z ul. Mościckiego skręcam w ul. Narutowicza. Nie dość, że socjalisty, to jeszcze bezbożnika i chyba masona. Gdyby nie Eligiusz Niewiadomski, przez lata byłby Prezydentem Rzeczypospolitej. A Niewiadomski swojej ulicy nie ma. Tyle jest jeszcze do zrobienia.
Słuszna jest kolejna propozycja. Zdekomunizowania ul. 1 Maja. Od lat wniosek jest ponawiany i nic. To żadne tłumaczenie, że nazwa pochodzi bodajże z 1930 r. (dawniej ul. Foksal). Były to czasy sanacji, a wiemy, czym była sanacja. Jeden wielki układ kolesiów z legionów, byłych socjalistów i notorycznych rozwodników. A co to za święto? Powiadają, że ludzi pracy. Że od 1886 r., gdy po krwawym starciu robotników z policją w Chicago po procesie stracono czterech robotników - uczestników zajść. Ośmiogodzinnego dnia pracy im się zachciało, związków zawodowych, a może ustrój obalać. Jak w pewnym kraju związkowcy obalili ustrój, to po kilkunastu latach takich rządów posprzątać po nich nie można, a przynajmniej idzie jak po grudzie, taki się układ zrobił. A związkowcy dalej mącą, jak nie w Biedronce, to w innym Tesco czy Realu, niby ludzie pracy. Praw pracowniczych im się zachciewa. Może jeszcze święta?
Gdy idę sobie na koniec ul. Hanki Świętoduskiej [ul. Świętoduska w PRL została przemianowana na Hanki Sawickiej - red.], to myślę, po co komu ci obrotowi patroni. A przecież można normalnie, bezkonfliktowo. Mamy przecież w Lublinie ulice: Rowerową, Betonową, Montażową, Odlewniczą, Elektryczną. Czy nie jest ładnie?
Bardzo mi się podoba tekst profesora Radzika. Ale może pójść dalej? Ogłaszam konkurs na najbardziej absurdalne uzasadnienie, dlaczego nazwa ulicy jest już politycznie niepoprawna. ;-) Sam zaczynam:
Ulica Pogodna na której mieszkam - ulica powstała w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, wyraża fałszywe zadowolenie z tego okresu i sugeruje, jakoby życie w PRL było lekkie i przyjemne.

Pomoc















