Gazeta.pl w Lublinie napisał:
Wczoraj odbyła się ostatnia już tegoroczna inauguracja roku akademickiego w Lublinie, na UMCS. Z tej okazji przychodzi mi do głowy kilka myśli.
Niż dotarł na lubelskie uczelnie. Co gorsza nauczyciele akademiccy są zgodni - poziom młodych ludzi systematycznie się obniża i niewiele z tym można zrobić, bo przecież pieniądze idą za studentem.
A może zamiast przepychać przez kolejne lata studiów ludzi, którzy się do tego nie nadają, poszukać innego rozwiązania? Zapomnieć, że finansowanie uczelni zależy tylko od liczby studentów i poszukać alternatywnych sposobów zdobywania pieniędzy? Przypomnieć sobie, że nauczanie nie jest jedynym zadaniem naukowca i poważnie zająć się nauką? Walczyć o jeszcze więcej grantów? Znaleźć kooperantów w świecie? Starać się dogonić przynajmniej średnie europejskie uczelnie, w czym przeszkadzały całe lata chałturzenia?
Są uczeni, którzy tak robią, również w Lublinie, również na UMCS, ale daleko nie wszyscy.
Czy wszystkich stać na wszystko?
W latach 80. przez Wielką Brytanię przetoczyła się dyskusja, czy państwo stać na wszelkie nauki doświadczalne, czy raczej należy wybrać priorytety, a tych uczonych, którzy zajmują się czym innym, starać się wysyłać np. do Stanów Zjednoczonych, gdzie jest więcej pieniędzy na badania. Jesteśmy znacznie biedniejsi niż Wielka Brytania, nawet w latach 80., ale o takiej dyskusji ani w kraju, ani w Lublinie nie słychać. Przeciwnie, coraz to dowiadujemy się, że któraś uczelnia, ba - wydział czy instytut - wywalczyła środki unijne, żeby zbudować i wyposażyć nowe laboratoria.
Czy to dobrze? Teoretycznie tak, bo unijne pieniądze za chwilę mogą się skończyć, więc trzeba korzystać, zresztą dzięki temu można będzie prowadzić badania. Ale może właśnie źle? Kto za parę lat wszystkie te laboratoria utrzyma?
Od lat mówi się o wielkim wspólnym przedsięwzięciu - Centrum Analityczno-Programowym dla Zaawansowanych Technologii Przyjaznych Środowisku w Lublinie Ecotech Complex. Miało służyć pięciu lubelskim i dwóm rzeszowskim uczelniom, a także trzem instytutom badawczym. I choć dopiero rozpoczyna się budowa, już wycofały się Uniwersytet Przyrodniczy i Politechnika Lubelska. Szkoda.
Połączyć się? Nigdy
Szkoda. To taka lubelska specyfika - każdy sobie rzepkę skrobie. Był moment przed kilkoma laty, kiedy możliwa wydawała się integracja środowiska. Ten moment minął, o żadnej integracji, a w szczególności o połączeniu przynajmniej trzech uniwersytetów: Marii Curie-Skłodowskiej, Medycznego i Przyrodniczego, nie ma mowy. A przecież coraz lepiej widać, że to jedyna szansa na odbudowanie dawnej wysokiej pozycji lubelskiej nauki.
Biotechnologię np. mamy i na UMCS, i na UP i UM. Zdaniem byłego rektora UMCS, prof. Mariana Harasimiuka, laboratorium powstałe z połączenia tych trzech bez trudu zdobyłoby wszelkie europejskie certyfikaty i mogłoby ściągnąć ludzi z całego świata. Ale już jakiś czas temu rektor UP prof. Marian Wesołowski tłumaczył, że to niemożliwe, według niego problemem byłoby, którą biotechnologię wybrać i jakich ludzi zwolnić. Napisałam wtedy, że jest oczywiste, że trzeba byłoby zwolnić najgorszych. Ale być może właśnie o to idzie. Połączenie uczelni musiałoby się wiązać i ze zwolnieniem części pracowników i z redukcją stanowisk. Mogłoby się okazać, że nie potrzeba aż tylu fizyków, ekonomistów, chemików, że wystarczyłby jeden rektor i paru prorektorów, że zmniejszyłaby się liczba dziekanów i prodziekanów, skoro skleiłyby się wydziały, podobnie liczba katedr i zakładów, a więc i ich kierowników...
Może ma to znaczenie dla - przynajmniej niektórych - ludzi uczelni. Ale czy również dla nas, podatników? Czy nie nadszedł już najwyższy czas pomyśleć o tym poważnie? Zwłaszcza że akurat ośrodek akademicki to być albo nie być naszego miasta.
Ważne jest też miasto
I na koniec jeszcze jedna refleksja. Uniwersytet Medyczny znalazł swój sposób na ściągnięcie kilkuset studentów ze świata. Jeśli jest on niemożliwy do skopiowania, może trzeba pomyśleć o czymś innym. Kiedy patrzy się z polskiej perspektywy, uczelnie lubelskie są znacznie poniżej renomowanych warszawskich czy krakowskich. Ale kiedy patrzy się na to spoza Polski - jest inaczej, wszystkie są w rankingach dość daleko i nie ma wielkiej różnicy między UMCS a UJ dla młodzieńca z Tenesee, który podczas studiów chce przeżyć swoją wielką przygodę, polegającą na poznawaniu świata.
Dla niego będzie miało znaczenie, jakie jest miasto, w którym miałby się uczyć, czy łatwo byłoby mu tam dojechać, czy by mu się tam dobrze i niedrogo mieszkało, czy czułby się tam bezpiecznie, czy łatwo by mu było załatwić sprawę w dziekanacie, czy mógłby liczyć na uwagę i pomoc swoich nauczycieli, czy mógłby uprawiać sporty, jeździć na rowerze, słuchać muzyki, grać w studenckim teatrze, siedzieć w nocy w bibliotece.
Może - i to uwaga zarówno dla uczelni, jak i miasta - warto zastanowić się i nad tym kierunkiem?
Więcej... http://lublin.gazeta...l#ixzz1biyJjn3J
Niż dotarł na lubelskie uczelnie. Co gorsza nauczyciele akademiccy są zgodni - poziom młodych ludzi systematycznie się obniża i niewiele z tym można zrobić, bo przecież pieniądze idą za studentem.
A może zamiast przepychać przez kolejne lata studiów ludzi, którzy się do tego nie nadają, poszukać innego rozwiązania? Zapomnieć, że finansowanie uczelni zależy tylko od liczby studentów i poszukać alternatywnych sposobów zdobywania pieniędzy? Przypomnieć sobie, że nauczanie nie jest jedynym zadaniem naukowca i poważnie zająć się nauką? Walczyć o jeszcze więcej grantów? Znaleźć kooperantów w świecie? Starać się dogonić przynajmniej średnie europejskie uczelnie, w czym przeszkadzały całe lata chałturzenia?
Są uczeni, którzy tak robią, również w Lublinie, również na UMCS, ale daleko nie wszyscy.
Czy wszystkich stać na wszystko?
W latach 80. przez Wielką Brytanię przetoczyła się dyskusja, czy państwo stać na wszelkie nauki doświadczalne, czy raczej należy wybrać priorytety, a tych uczonych, którzy zajmują się czym innym, starać się wysyłać np. do Stanów Zjednoczonych, gdzie jest więcej pieniędzy na badania. Jesteśmy znacznie biedniejsi niż Wielka Brytania, nawet w latach 80., ale o takiej dyskusji ani w kraju, ani w Lublinie nie słychać. Przeciwnie, coraz to dowiadujemy się, że któraś uczelnia, ba - wydział czy instytut - wywalczyła środki unijne, żeby zbudować i wyposażyć nowe laboratoria.
Czy to dobrze? Teoretycznie tak, bo unijne pieniądze za chwilę mogą się skończyć, więc trzeba korzystać, zresztą dzięki temu można będzie prowadzić badania. Ale może właśnie źle? Kto za parę lat wszystkie te laboratoria utrzyma?
Od lat mówi się o wielkim wspólnym przedsięwzięciu - Centrum Analityczno-Programowym dla Zaawansowanych Technologii Przyjaznych Środowisku w Lublinie Ecotech Complex. Miało służyć pięciu lubelskim i dwóm rzeszowskim uczelniom, a także trzem instytutom badawczym. I choć dopiero rozpoczyna się budowa, już wycofały się Uniwersytet Przyrodniczy i Politechnika Lubelska. Szkoda.
Połączyć się? Nigdy
Szkoda. To taka lubelska specyfika - każdy sobie rzepkę skrobie. Był moment przed kilkoma laty, kiedy możliwa wydawała się integracja środowiska. Ten moment minął, o żadnej integracji, a w szczególności o połączeniu przynajmniej trzech uniwersytetów: Marii Curie-Skłodowskiej, Medycznego i Przyrodniczego, nie ma mowy. A przecież coraz lepiej widać, że to jedyna szansa na odbudowanie dawnej wysokiej pozycji lubelskiej nauki.
Biotechnologię np. mamy i na UMCS, i na UP i UM. Zdaniem byłego rektora UMCS, prof. Mariana Harasimiuka, laboratorium powstałe z połączenia tych trzech bez trudu zdobyłoby wszelkie europejskie certyfikaty i mogłoby ściągnąć ludzi z całego świata. Ale już jakiś czas temu rektor UP prof. Marian Wesołowski tłumaczył, że to niemożliwe, według niego problemem byłoby, którą biotechnologię wybrać i jakich ludzi zwolnić. Napisałam wtedy, że jest oczywiste, że trzeba byłoby zwolnić najgorszych. Ale być może właśnie o to idzie. Połączenie uczelni musiałoby się wiązać i ze zwolnieniem części pracowników i z redukcją stanowisk. Mogłoby się okazać, że nie potrzeba aż tylu fizyków, ekonomistów, chemików, że wystarczyłby jeden rektor i paru prorektorów, że zmniejszyłaby się liczba dziekanów i prodziekanów, skoro skleiłyby się wydziały, podobnie liczba katedr i zakładów, a więc i ich kierowników...
Może ma to znaczenie dla - przynajmniej niektórych - ludzi uczelni. Ale czy również dla nas, podatników? Czy nie nadszedł już najwyższy czas pomyśleć o tym poważnie? Zwłaszcza że akurat ośrodek akademicki to być albo nie być naszego miasta.
Ważne jest też miasto
I na koniec jeszcze jedna refleksja. Uniwersytet Medyczny znalazł swój sposób na ściągnięcie kilkuset studentów ze świata. Jeśli jest on niemożliwy do skopiowania, może trzeba pomyśleć o czymś innym. Kiedy patrzy się z polskiej perspektywy, uczelnie lubelskie są znacznie poniżej renomowanych warszawskich czy krakowskich. Ale kiedy patrzy się na to spoza Polski - jest inaczej, wszystkie są w rankingach dość daleko i nie ma wielkiej różnicy między UMCS a UJ dla młodzieńca z Tenesee, który podczas studiów chce przeżyć swoją wielką przygodę, polegającą na poznawaniu świata.
Dla niego będzie miało znaczenie, jakie jest miasto, w którym miałby się uczyć, czy łatwo byłoby mu tam dojechać, czy by mu się tam dobrze i niedrogo mieszkało, czy czułby się tam bezpiecznie, czy łatwo by mu było załatwić sprawę w dziekanacie, czy mógłby liczyć na uwagę i pomoc swoich nauczycieli, czy mógłby uprawiać sporty, jeździć na rowerze, słuchać muzyki, grać w studenckim teatrze, siedzieć w nocy w bibliotece.
Może - i to uwaga zarówno dla uczelni, jak i miasta - warto zastanowić się i nad tym kierunkiem?
Więcej... http://lublin.gazeta...l#ixzz1biyJjn3J
Przyznam, że osobiście jestem bardzo sceptyczny wobec tego pomysłu. Tworzenie takich kolosów kojarzy mi się z gigantomanią z czasów realnego socjalizmu. Nie przekonuje mnie też rzekome ograniczenie biurokracji przez stworzenie jednego Uniwersytetu Lubelskiego. Widzimy wyraźnie, że im większa instytucja, tym większą biurokrację sobie tworzy. Cóż z tego, że będziemy mieli jednego rektora, za to administracja zajmie cały, wielki wieżowiec?
Czy wyobrażacie sobie, że UMCS, UM, UP i PL łączą się w jeden organizm? Czy chcielibyście studiować na takiej uczelni?

Pomoc







